101 „rzekibrzegów” – heroiczne zmagania tłumacza z „Finnegans Wake”

book-bindings-bookcase-books-694740

 

Autorzy: Weronika Skrzyńska, Szymon Sentkowski

101 „rzekibrzegów” – heroiczne zmagania tłumacza z „Finnegans Wake”

W jednym narożniku ringu Krzysztof Bartnicki, żądny spektakularnego wpisu w CV, napędzany miłością do zabaw słownych. Naprzeciwko – 628 stron wyjętych spod Joyce’owskiego pióra. Walka nie miała być długa; rok, najwyżej półtora, i finito, niemożliwe dokonane1. Tyle że entuzjastyczny tłumacz się pomylił. Zamiast zwycięstwa przez szybki knockout rozegrała się dziesięcioletnia przepychanka na punkty, której rezultat nadal budzi wiele wątpliwości.

Polski jednym z dziesięciu

Jednocześnie nie można polemizować z faktem, że w 2012 roku nasz język wkroczył do nielicznego grona posiadaczy własnego tłumaczenia „Finnegans Wake” i jest to z pewnością powód do dumy; podobnym sukcesem pochwalić się może tylko dziewięć narodowości, między innymi Francuzi, Japończycy czy Holendrzy. Pytanie jednak – co czyni dzieło Irlandczyka taką gratką dla autorów chcących je przełożyć? Otóż:

riverrun, past Eve and Adam’s, from swerve of shore to bend

of bay, brings us by a commodius vicus of recirculation back to

Howth Castle and Environs2.

Tak wygląda pierwsze zdanie oryginału. I to nie jest losowy fragment; to początek, pierwszy akapit. U Bartnickiego brzmi on następująco:

rzekibrzeg, postephując od Ewy i Adama, od wygięcia wybrzeża do zakola zatoki, zanosi nas znów przez commodius vicus recyrkulacji pod Howth Castle i Ekolice3.

Początkowe małe litery nie są tutaj przypadkiem. Zresztą nic u Joyce’a nie jest przypadkowe; rzesze oddanych egzegetów skrzętnie to udowadniają, podczas gdy przeciętny odbiorca już dawno machnąłby ręką na ów awangardowy bełkot. Irlandczyk jednak machnął ręką na przeciętnego odbiorcę – chcąc przekazać światu coś naprawdę wielkiego.

Coś wszech

„Finnegans Wake” budzi skojarzenia z wieżą Babel – swoją złożonością sięga ku niebu, jednocześnie rozpadając się w oczach czytelnika za sprawą mnogości zawartych w nim języków, aluzji czy kontaminacji. A Joyce temu przytakuje grzmotem:

bababadalgharaghtakamminarronnkonnbronntonnerronntuonnthunntrovarrhounawnskawntoohoohoordenenthurnuk4

W tym jednym słowie autor zawarł warianty oznaczające grzmot w jedenastu językach, przy czym pierwsze sylaby odnoszą się do wcześniej wspomnianego motywu biblijnego5. Zawarł również nieskończone możliwości interpretacji tekstu. Przykładowo Marshall McLuhan dostrzegał – a raczej słyszał – w słowach-grzmotach, których jest w powieści dziesięć, odzwierciedlenie wpływu technologii na ludzkość6.

Krzysztof Bartnicki natomiast sięgał w wyobraźni do czasów jeszcze sprzed wieży Babel, dających możliwość poznania fundamentów języka – bowiem wszechjęzyk powstał w wyniku wielkiej syntezy kodów7. Tyle że jak z „Finnegans Wake” zrobić „Finneganów tren”, zachowując przy tym wszystko, co pierwszy utwór w sobie ma?

Małymi kroczkami

Od cząstek do całości – jedyna możliwość, gdy na każdym kroku czyha ukryty sens. Polski tłumacz przyznaje:

Otóż Joyce’a trzeba tłumaczyć jak najdosłowniej, zaczynając od liter, przez morfemy, słowa, kawałki zdań, interpunkcję, akapity etc. Przekładając tę powieść, poruszałem się na poziomie atomów języka, na poziomie molekularnym8.

I tak przez dziesięć lat. Dla samego pierwszego słowa stworzono listę ponad stu propozycji; wygrał rzekibrzeg wymyślony przez redakcję9. Gdy zaś owoc pracy Krzysztofa Bartnickiego został rozpowszechniony, nastąpiło coś – zdawałoby się – niedopuszczalnego. Tłumacza dosięgła fala internetowego hejtu, przez którą przerwał promocję10.

Coach vs Bartnicki

Chociażby Kacper Zamojski, prowadzący blog o rozwoju osobistym, wypowiada się ostro
o tłumaczu i samym tłumaczonym dziele. Na co dzień młodzieniec stara się pokazać swoim czytelnikom, jak znaleźć dla siebie więcej czasu, nic zatem dziwnego, że dowiedziawszy się o tak czasochłonnym przedsięwzięciu rodaka, doznał szoku:

Praca tłumacza polegała tutaj głównie na wymyślaniu bzdurnych neologizmów. Wszystko zostało wzięte zupełnie z kosmosu, niczego nie da się zrozumieć. Trudno znaleźć w tym wszystkim jakikolwiek sens. (…) Ciężko było też jego rodzinie, jego dzieci przez 10 długich lat żyły bez ojca11.

Należy postawić dramatyczne pytanie – czy było warto? Trudno odpowiedzieć, nie wiedząc, czy Bartnicki uchwycił w „Finneganów trenie” cały „Finnegans Wake”. A czym jest cały „Finnegans Wake” – wciąż nie wiemy. Kiedyś może skruszymy tę językową skorupę do końca, ale nie teraz.

Jeszcze za wcześnie.

  1. 1K. Bartnicki, Sedno słów, rozm. przepr. M. Szpak, dostępny w Internecie [online: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5081-sedno-slow.html; dostęp 20.01.2018].

2J. Joyce, Finnegans Wake, Londyn 1939, s. 3.

3J. Joyce, Finneganów tren, tłum. K. Bartnicki, Kraków 2012, s. 3.

4Tamże.

5P. Mahon, Joyce: A Guide for the Perplexed, Londyn 2009, s. 153.

6M. McLuhan, Q. Fiore, War and Peace in the Global Village, Nowy Jork 1968, s. 4.

7K. Bartnicki, Sedno…, dz. cyt.

8K. Bartnicki, Tłumacz molekularny, rozm. przepr. G. Jankowicz, dostępny w Internecie [online: https://www.tygodnikpowszechny.pl/tlumacz-molekularny-15424; dostęp 20.01.2018].

9K. Bartnicki, Sedno…, dz. cyt.

10 D. Sankowski, Tłumacz „Finneganów tren” Joyce’a przerywa promocję. Nie zniósł fali internetowej krytyki, dostępny w Internecie [online: http://natemat.pl/5911,tlumacz-finneganow-tren-joyce-a-przerywa-promocje-nie-zniosl-fali-internetowej-krytyki; dostęp 20.01.2018].
http://natemat.pl/5911,tlumacz-finneganow-tren-joyce-a-przerywa-promocje-nie-zniosl-fali-internetowej-krytyki

11 K. Zamojski, Finneganów Tren, Czyli Po Co Ludzie Się męczą?, dostępny w Internecie [online: http://kacperzamojski.pl/finneganow-tren/;dostęp 20.01.2018].

Reklamy

Słyszę ortografię – a jaka jest Twoja supermoc?

boy-child-clouds-346796

 

Autorka: Zuzanna Richert

 

Ortografię naprawdę możecie usłyszeć i wcale nie musicie daleko szukać!

Prawdopodobnie wydaje się Wam to niemożliwe – w końcu substancja fonetyczna i graficzna, to dwie odrębne części języka, a „słyszenie ortografii” może się Wam kojarzyć z synestezją. Wystarczy jednak, że odwiedzicie Kresy Wschodnie (obecnie graniczące ze sobą rejony Białorusi, Litwy, Ukrainy i Polski) bądź Śląsk Cieszyński, czyli południowo-wschodnie rejony Śląska położone nad rzeką Olzą (zarówno w Polsce, jak i w Czechach).

To właśnie mieszkańcy tych obszarów posiadają tę wyjątkową umiejętność. Na czym ona dokładnie polega? Otóż w języku polskim możemy wyróżnić trzy pary głosek, które dla jego przeciętnego użytkownika brzmią identycznie, a są to:

ż” i „rz”, „u” i „ó” oraz „h” i „ch[1].

Przyjrzyjmy się bliżej ostatniej z nich i przeprowadźmy mały test, a mianowicie przeczytajcie na głos te dwa zdania i spróbujcie usłyszeć różnicę:

  • Wilk Bohdan był bohaterem swojej watahy i uwielbiał pić herbatę.
  • Ukochany Igi po kłótni schował się w chacie.

Otóż „h” jest głoską dźwięczną, „ch” natomiast – bezdźwięczną. Udało się? Jeśli tak – gratuluję, posiadasz supermoc, jaką jest słyszenie ortografii. Jeśli jednak nie – nie martwcie się. Co prawda profesor Bralczyk słyszy tę różnicę, ale w nauczeniu się tej umiejętności pomogła mu jego żona, która pochodzi właśnie z Kresów Wschodnich[2].

Poprzez liczne wpływy języka czeskiego Ślązacy Cieszyńscy również inaczej wymawiają głoski „rz” oraz „ż”. „Rz” brzmi bardziej jak „” – jest twarde i dźwięczne – wakacje spędzają nad „morżem” i pływają w „rżece”, a jedzą „rżepę”.

O ewolucji tego zjawiska w języku polskim wypowiada się prof. Jan Miodek:

„(…) pierwotny element r coraz bardziej słabł, a coraz silniejsze stawało się
wtórne ż. W końcu po pierwszym nie został żaden ślad, a to drugie zlało się w wymowie
z etymologicznym ż wyrazów typu żyto, żaba, zboże, wyżyna. I tylko w pochodnych formach ujawnia się prymarne r: górzysty góra, morze morski, piekarz piekarski, zgorzeć gorączka (…)”[3].

W niektórych gwarach (w tym w gwarze cieszyńskiej) nadal występują dwa rodzaje
„o”. Pierwszym z nich jest „o” krótkie, a drugim – „o” długie – dźwięk wypowiadamy pomiędzy
„o” i „u” (tzw. „pochylone o”, np. próg, wóz, kościół) i określany współcześnie znakiem „ó”. Jednakże ten dźwięk występuje tylko w niektórych rejonach – w pozostałych „ó” i „u’ brzmią identycznie i nie ma między nimi różnicy pod względem fonetycznym – wraz z upływem czasu „ó” zrównało się z „u”.

W związku z powyższym mieszkańcom wspomnianych przeze mnie obszarów łatwiej przychodzi nauka pisowni języka polskiego, jeżeli bierzemy pod uwagę wyżej wymienione pary głosek.

Pojawia się tu pytanie – czy nie łatwiej byłoby wówczas uprościć ortografię do tego stopnia, że pisalibyśmy słowa tak, jak je słyszymy? Otóż nie byłoby to takie proste. Po pierwsze, błędy ortograficzne nie tylko wynikają z niezgodnego z normą zapisu wyrażeń, w których występują dźwięki zapisywane za pomocą różnych liter. Wiele błędów jest popełnianych również w mowie. Jeśli ktoś zamiast wziąć mówi wziąść, to z dużym prawdopodobieństwem wymienione wyrażenie zostanie także błędnie zapisane. Po drugie, zapis przy użyciu alfabetu fonetycznego jest dosyć skomplikowany (np. [žL ̯ėśl̦ʹńičy] rzemieślniczy), a niektóre słowa w zależności od sąsiedztwa fonetycznego wypowiadamy inaczej (np. grup stryja/grub bapći)[4]. Nie wspomnę już o kwestii estetyki, ale jeśli chcecie zobaczyć, jak będzie wyglądał tekst po symplifikacji, zerknijcie do generatora futurystów[5].

[1] Online: https://literufka.wordpress.com/2012/08/05/o-ludziach-ktorzy-slysza-ortografie/; dostęp 19.01.2018.

[2] Online: https://www.youtube.com/watch?v=rQ0lZV_nIVU#t=5m12s; dostęp 18.01.2018, od 5:30.

[3] J. Miodek, Rozmyślajcie nad mową – ch – h, rz – ż, online: http://archiwum.wiz.pl/2000/00051100.asp; dostęp 1.03.2018.

[4] Online: https://blog.dobryslownik.pl/ej-ziomus-czemu-nie-mozemy-pisac-tak-jak-wymawiamy-a-gdyby-pozbyc-sie-rz-o-ch/; dostęp 18.01.2018.

[5] Online: https://futurysci.avris.it/; dostęp 19.01.2018.

 

Kto nie był, niech żałuje! Dni Kultury Języka 2.0

20180412_111242Uczestnicy Dni Kultury Języka 2.0 pod budynkiem Collegium Maius.

W ubiegłym tygodniu, 11 i 12 kwietnia, w Collegium Humanisticum i Collegium Maius odbyły się Dni Kultury Języka 2.0. Uczestnicy mieli okazję zgłębić techniki arabskiego pisma, spróbować swoich sił w tworzeniu audiodeskrypcji, zobaczyć Tuwima oczami Czechów czy wziąć udział
w warsztatach teatralnych. Oczywiście to tylko kilka propozycji, bo lista atrakcji była naprawdę długa! Organizatorem wydarzenia był Samorząd Studencki Wydziału Filologicznego.

Zobaczcie parę zdjęć z Dni Kultury Języka 2.0 w Collegium Maius!

20180412_103703
Ewa Konopa i Agnieszka Ślagowska, studentki III roku LPiC, prowadzące warsztaty
z audiodeskrypcji.

 

30223888_1986027164805061_168359857_o
Wykład dr hab. Michała Głuszkowskiego „Czym mówimy: język i gwara? O różnych rodzajach „języków”, z którymi spotykamy się na co dzień”.

 

20180412_113133

 

30549940_1986025831471861_712263725_o

 

20180412_115135
Kolejka do Pokoju Gier.

 

30550612_1986025091471935_1578975181_o
Etymologiczne memory.

 

20180412_114028
Kryptologia.

 

20180412_114846
Krótka rada o tym, jak stworzyć dobre hasło. Koduje mgr. Bartłomiej Alberski.

 

20180412_114535
Zapisz swoje imię nieznanym alfabetem.

Kreatywność językowa, czyli gdzie możemy ją spotkać?

computer-desk-email-7112

Autorki: Agata Kriger, Katarzyna Gołuńska, Sylwia Dłużniewska

Kreowanie otaczającej nas rzeczywistości, która ciągle podlega zmianom, jest nie byle sztuką. Tworzenie tekstów reklam czy tytułów artykułów prasowych wymaga ciągłej innowacji, dlatego też wszystkie branże, które chcą promować swój wizerunek, podlegają modzie językowej. Ponadto zwykli użytkownicy języka w komunikacji elektronicznej również wykazują się kreatywnością na płaszczyźnie językowej. W artykule przyjrzymy się kontaminacjom wyrazowym w reklamie oraz pismu pokemoniastemu i hack mowie w przestrzeni Internetu.

Kontaminacje w reklamie

Kontaminację charakteryzuje łączenie na wieloraki sposób jednostek leksykalnych. Według Stanisława Grabiasa „węzeł kontaminacyjny powstaje przez wyodrębnienie z fonologicznego składu komponentów takich samych fonemów i połączenie ich we wspólną dla nich obydwu cząstkę strukturalną” (Grabias 1970, s.120-121 ). Wyróżniamy różne rodzaje kontaminacji. Przyjrzymy się dwóm z nich – kontaminacjom jednowęzłowym i kontaminacjom wielowęzłowym. Wśród kontaminacji jednowęzłowych występują kontaminacje z węzłem
w nagłosie. Interesującymi przykładami są następujące tytuły artykułów:
* Mękamatyka (P 25/2009, s.27) – kontaminat podkreśla problemy uczniów związane
z matematyką ( męka + matematyka),
* Szmatoloty (P 44/2009, s.30) – niewielkie samoloty i podobne im maszyny, ulegające wypadkom w Polsce – (szmata + samoloty).

Taki mechanizm wykorzystują również twórcy reklam prasowych, czego przykładem jest chociażby wyrażenie „TAMBYLEC EGIPSKI” – reklama biura podróży „Rainbow Tours”. Wymieniony zabieg językowy ma na celu uatrakcyjnić ofertę firmy. Służy też realizacji określonych celów pragmatycznych. Kontaminacja słów tam i tubylec wywołuje określone skojarzenia. Turysta ma się poczuć jak tubylec odwiedzanego przez siebie dalekiego kraju, a przy tym ma mu towarzyszyć świadomość, że tam był, był w Egipcie.

Wyróżnia się także kontaminacje jednowęzłowe z węzłem w śródgłosie. W poniższym przykładzie celem nadawcy było zwrócenie uwagi odbiorcy na współpracę polityczną, która połączyła Hillary Clinton i jej mąż Billa Clintona, por.
* „Billary” (W 51-52/2008, s. 56) – Hillary (Clinton) + Bill (Clinton).

Kontaminacja może też być znakomitą promocją wydarzenia kulturalnego, por.
* „ŁÓDŹSTOCK” – reklama prasowa promująca koncert organizowany przez Wyższa Szkołę Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi (Łódź + Woodstock).

Kontaminacja jednowęzłowa z węzłem w wygłosie używana jest dość rzadko. Jako jej przykład można przytoczyć następującą reklamę prasową stworzoną przez biuro podróży „Rainbow Tours”: „WIELKAMOC kwietniowych rabatów”. Podstawą kontaminacji są wyrażenia Wielkanoc
i moc.

Drugim typem kontaminacji jest kontaminacja wielowęzłowa – łączenie nazw własnych
i pospolitych w sposób komiczny. Według Alicji Nagórko ich celem jest przezywanie, ośmieszanie i piętnowanie zjawisk, a nie nazywanie (por. Nagórko 2007: 203-210), por.:„RYDZYKOWNA LIZBONA” – o sprzeciwie radiomaryjnego odłamu PiS, popierającego poglądy ojca Tadeusza Rydzyka, wobec ratyfikacji traktatu lizbońskiego (GW 14.03.2008, s. 1),
Rydzyk + ryzykowna.

Podsumowując szerokie zagadnienie kontaminacji, można stwierdzić, że dla nadawców, którzy wykorzystują ten mechanizm, celem jest oddziaływanie na odbiorcę, wywołanie u niego określonych reakcji na reklamowany przedmiot bądź reklamowaną usługę. Perswazja to ważny element dobrej reklamy, czyli takiej, która nie przekaże wprost danej treści, lecz wpłynie niezauważalnie na odbiorcę i zaintryguje go niekonwencjonalnym przedstawieniem sloganu reklamowego. Przykładem takiego działania jest implicite tworzenie rodzinnego klimatu
w reklamach. Poza tym każdy tekst ma swój czas – świat dynamicznie się rozwija i to, co w tym roku będzie miało czytelne znaczenie, za parę lat może być już niezrozumiałe.

Pismo pokemoniaste i hack mowa

Należy zauważyć, że kreatywność językowa nie przejawia się tylko w reklamach, ale również występuje w przestrzeni elektronicznej, z którą każdy z nas ma do czynienia na co dzień. Można zaobserwować nowe sposoby wyrażania myśli, np. przez tzw. pismo pokemoniaste oraz hack mowę. Pismo pokemoniaste charakteryzuje się użyciem małych i wielkich liter naprzemiennie, por. O MoOj BoShE!!1, SiEmQa, pOkLiKaSh?? (czyli:” O mój Boże! Siemka, poklikasz?”) . Z kolei hack mowa to graficzna kombinacja liter podobnych do cyfr oraz innych dostępnych na klawiaturze znaków, por. |<0(h4m Ci3 (czyli: kocham Cię). Obydwa nowe sposoby komunikowania się w sieci mają za zadanie zwracać uwagę odbiorcy na nietypowy zapis, stanowiący odstępstwo od norm obowiązujących w pisanej odmianie języka polskiego, oraz oddziaływać na jego sferę emocjonalną.

W podsumowaniu pozwolimy sobie zacytować słowa Grażyny Majkowskiej, która podkreśla najistotniejszy cel kreatywności językowej: „sposobem na zwiększenie zainteresowania odbiorcy treścią komunikatu jest wciągnięcie go w grę o sens z językiem przekazu” (Majkowska 1966, s.110).

Wykaz skrótów:

P – „Polityka”;

W – „Wprost”

Bibliografia:

Burska K., 2012, Kontaminacje jedno – i wielowęzłowe w nagłówkach prasowych i komunikatach reklamowych, „Folia Linguistica” 46, s. 42-52.

Gajewska M., Gałka A., Jaćkiewicz N., Kołodziej D.,  Hack mowa – czym jest?, online: https://lingwistykapraktyczna.wordpress.com/2017/06/21/hack-mowa-czym-jest/, dostęp 19.01.2018.

Grabias S., 1970, Kontaminacje we współczesnym języku polskim. Próba charakterystyki, „Annales UMCS. Setio F”, t. 25, nr 6, s. 117-145.

Kaproń-Charzyńska I., 2017, Kreatywność językowa i jej wybrane mechanizmy w kontekście wtórnej oralności, „Prace Filologiczne” LXXI, s. 177-186.

Majkowska G., 1996, Zajawki, potocyzmy, wtórne nominacje, „Regiony”, s. 109–117.

Nagórko A., 2007, Kontaminacje leksykalne – słowotwórstwo czy radosnatfurczość”?,

„Przegląd Humanistyczny”, nr 1 (400), s. 203-210.

 

Śp. język polski, czyli Internet kontra polszczyzna

bench-people-smartphone-sun

 

Autorki: Michalina Myszkorowska, Milena Szczęsna,
Julia Wityńska, Anna Wojtasik

 

Typy komunikacji internetowej

Komunikacja w Internecie nie jest tak prostym i oczywistym zjawiskiem,
jak mogłoby się wydawać. Każdego dnia musimy dostosować się do różnych sytuacji komunikacyjnych, w zależności od tego, co chcemy przekazać
w naszej wypowiedzi. Komunikację w Internecie można definiować na wiele różnych sposobów. Już na wstępie możemy wyróżnić trzy jej typy. Pierwszym typem komunikacji jest typ konwersacyjny (czatowy), drugim – typ korespondencyjny (e-mail, fora), zaś trzecim typem jest typ hipertekstowy.  Każdy z nich charakteryzuje się szeregiem cech tak zwanego języka internetowego.

Cechy języka internetowego

Jedną z nich jest zwielokrotnianie znaków interpunkcyjnych oraz liter. Zabieg stosuje się w wybranym miejscu słowa lub zdania, nie ma sztywnych reguł jego użycia. Kolejna cecha odnosi się do stosowania wielkich liter
w sposób sprzeczny z zasadami polskiej ortografii oraz do wykorzystania wersalików niezgodnie z regułami ich używania – wielkie litery przyjęły się jako wizualizacja krzyku. Innymi zabiegami wizualnymi są pismo „trafką”
lub „falką”, czyli przeplatanie wielkich i małych liter w słowie, oraz rozstrzelenie pisma. Stosujemy je podczas rozmów konwersacyjnych
ze znajomymi lub udzielając się na wszelkiego rodzaju forach. Mówiąc
o języku w Internecie, nie można pominąć tego, co pomijają internauci – ortografii i interpunkcji. Niestosowanie się do wymienionych zasad zapisu naszego rodzimego języka rzuca się w oczy w wielu wypowiedziach
na stronach internetowych, forach czy blogach.  Internauci lubią ułatwiać sobie życie, a skróty i akronimy obecne w języku internetowym
są na to dobrym dowodem. Opisywana tendencja jest niewątpliwie spowodowana tym, że zależy nam na jak najszybszym przekazie komunikatu. Warto zauważyć, że wiele skrótów używanych przez Polaków pochodzi z języka angielskiego, np. btw – by the way (swoją drogą), cya – see you later (do zobaczenia).

Emocje w Internecie

         A co z wyrażaniem emocji za pośrednictwem Internetu? Tu z pomocą przychodzą emotikony, czyli ideogramy złożone ze znaków tekstowych, przy pomocy których można wyrażać nastrój, reakcje, emocje. Wyglądem najczęściej mają przypominać grymas ludzkiej twarzy. Co ciekawe, pierwszy raz emotikona została użyta w 1982 roku, zaś sam pomysł stosowania znaków tekstowych w celu wyrażenia emocji jest starszy od tego wydarzenia o sto lat. Zabawa graficzna znakami nie kończy się jednak na emotikonach. W internetowym użyciu często spotkać możemy znak gwiazdki, którą internauci wykorzystują w celu zapisu czynności, np. *wychodzę*,
lub w charakterze eufemistycznym – jako tuszowanie części wulgaryzmu. Stosując wyżej wymienione zabiegi językowe, należy jednak pamiętać,
że nie powinno się ich używać w komunikacji oficjalnej.

Cechy języka w Internecie ukazują, że komunikacja internetowa jest pełna sprzeczności. Ułatwia nam życie, jednak łatwość, z jaką oceniamy ludzi, siedząc przed komputerem, może niektórym to życie utrudnić. Jest szybka, jednak czasem powoduje, że działamy pochopnie i bez zastanowienia. Jest dla wszystkich, jednak wielu użytkowników swoim zachowaniem i „kulturą” osobistą przeczy tej teorii. Dlatego, komunikując się przez Internet, nie możemy zapominać o netykiecie. Jest to zbiór zasad kultury, który obowiązuje w sieci i to obowiązuje każdego – bez wyjątku. Netykieta ma za zadanie uczulić nas, użytkowników Internetu, że także w wirtualnej przestrzeni powinniśmy przestrzegać reguł komunikowania się z drugą osobą. W tak szybko zmieniającym się świecie nie jesteśmy w stanie odrzucić nowych typów komunikacji, ale możemy zrobić wiele, by stać się świadomymi użytkownikami Internetu.

 

Włóż kapelusz i pomyśl!

Metody 6 kapeluszy na zajęciach ze sztuki dyskutowania
Autorka: Justyna Sandorska

 

Metoda sześciu kapeluszy została opracowana przez Edwarda de Bono,
aby pomóc w twórczym rozwiązywaniu jakiegoś problemu. Jej celem jest uporządkowanie dyskusji poprzez wyznaczenie sposobu myślenia każdego
z uczestników. Metoda wskazuje sześć różnych stron, z jakich można postrzegać dany problem. Każdej z nich odpowiada określony kolor kapelusza.

 

kapelusze

Dzięki wcieleniu się w jedną rolę uczestnik dyskusji jest w stanie przyjąć określone stanowisko, skupić swoją wypowiedź na wybranym aspekcie problemu i uniknąć myślowego rozproszenia.

PRZEBIEG DYSKUSJI NA ZAJĘCIACH

Tematem dyskusji było pytanie: Czy reforma szkolnictwa, która ma zacząć obowiązywać we wrześniu 2017 roku, wpłynie pozytywnie na system edukacji?

Grupa wcześniej została podzielona na zespoły, aby wszyscy mogli przygotować argumentację i fakty dotyczące tematu. Z powodu ograniczeń czasowych każdy z uczestników przyjmował jedną rolę, która przypisana była mu do końca trwania dyskusji. Cała grupa przygotowała wcześniej papierowe kapelusze, mniej lub bardziej udane, które podczas zajęć studenci mieli na głowach, aby bardziej wczuć się w rolę i pamiętać, jakie zadania zostały przydzielone pozostałym uczestnikom. Poszczególne „grupy kapeluszy”  składały się z 2-4 osób.

Kapelusze białe  przedstawiły dane i statystyki związane z podanym tematem. Podkreśliły, że na skutek reformy pracę stracić może do 100 tysięcy pracowników szkół gimnazjalnych, a nauczanie w gimnazjach
jest na wysokim poziomie, na co wskazuje czwarte miejsce Polski w Europie pod względem wiedzy młodzieży w wieku gimnazjalnym. W świetle podanych faktów reforma nie wydaje się uzasadniona. Wkładając biały kapelusz, zapominamy o uczuciach i emocjach, jest tylko to, co da się racjonalnie zweryfikować. Choć niewyrażenie swoich emocji, zwłaszcza
w ożywionej dyskusji na interesujący tematem nie jest łatwe, należy pamiętać o swojej roli i nie kierować myśli w stronę interpretacji poglądów innych uczestników.

Czarne i żółte kapelusze odpowiedzialne były za prezentację odpowiednio negatywnych i pozytywnych aspektów rozważanego tematu. Osoby
z czarnym nakryciem głowy widziały w omawianym temacie jedynie negatywne strony  i skutecznie krytykowały reformę szkolnictwa. Zwracały uwagę na to, że reforma została przygotowana zbyt szybko i byle jak,
przez co ucierpią głównie dzieci, ze których zdaniem zresztą i tak nikt się nie liczy. Natomiast żółte kapelusze w reformie dostrzegały jedynie plusy, całkowicie zgadzały się z wcieleniem zmian w szkolnictwie. Były przekonane
o  sukcesie i  powodzeniu nadchodzącej reformy. Wspomniały o tym,
że młodzież kończąca liceum nie jest wystarczająco przygotowana
do studiów i ma problem z wybraniem odpowiedniego kierunku oraz podkreśliły, że dzięki reformie poprawią się jakoś i warunki kształcenia. Dzięki tak odmiennym zdaniom kapelusze spełniły swoją funkcję i sprawiły, że dyskusja stała się ożywiona i pełna emocji.

Przyjmując rolę czerwonego kapelusza mamy wręcz nakaz wyrażania swoich emocji. Grupa czerwonych kapeluszy dała więc upust swoim emocjom. Niektórzy zgadzali się z optymistycznymi, żółtymi kapeluszami, popierając reformę, inni natomiast, wspierając argumentację  kapeluszy czarnych, negowali zmiany.

Jako ostatni głos zabrali zieloni, zgodnie z pełnioną rolą nie odnieśli się
do tego, co mówili poprzednicy, ukazali inne punkty widzenia. Pokazali,
że w reformie drzemie potencjał, ale należy z nią poczekać i dopracować
do perfekcji. Zielone kapelusze nie były całkowicie na nie, ani na tak,
nie przemawiały przez nich emocje czy fakty. Starali się raczej pokazać,
że oczekiwane efekty reformy można osiągnąć także innymi drogami.

Dyskusję zakończyło jawne głosowanie, w którym większość osób zadecydowała, że reforma szkolnictwa, która rozpocznie się w roku 2017 negatywnie wpłynie na system edukacji.

Metoda sześciu kapeluszy była bardzo ciekawym doświadczeniem dla całej grupy. Na sali panował ład i porządek, a każdy uczestnik dyskusji wiedział, kiedy ma zabrać głos i na czym jego wypowiedź ma się skupić. Metoda Edwarda de Bono na zajęciach ze sztuki dyskutowania zdecydowanie się sprawdziła i spełniła swoje zadanie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Pokemonizm, czyli język cyfrowych tubylców

Autorki: Kasjana Wiśniewska, Anna Iwicka

pokemon-go-1574003_960_720

 

Każdy, kto korzysta z Internetu, przynajmniej raz w swoim życiu natknął się na pokemoniasty język, który stworzony został przez tzw. pokemony, czyli osoby w wieku gimnazjalnym, rzadziej młodsze. Wielu z nas z niego korzystało, choć teraz niezbyt chętnie się do tego przyznajemy… Cóż, moi drodzy, nie ma się czego wstydzić – dużo ludzi podąża za trendami, a kilka lat temu to właśnie pismo pokemonów było w modzie. Nasza Klasa, „sweet blogaski” na Onecie czy Wirtualnej Polsce były – i wciąż są – pełne nastolatków, którzy namiętnie używają tej odmiany internetowego języka,
a robią to tak umiejętnie, jakby korzystali z tego ojczystego, którego uczą nas w szkołach i którym posługujemy się na co dzień.

Nerwica Shifta, czyli choroba XXI wieku

Tak zwany język pokemonów jest naprawdę zawiły i wiele trzeba się natrudzić, żeby móc go rozszyfrować, a co dopiero opanować.
Dla przeciętnego zjadacza chleba, który od czasu do czasu przegląda witryny internetowe, zetknięcie się z pokemonizmem może być szokiem, a potem przypominać próbę odczytania hieroglifów – po prostu się nie uda. Zwłaszcza w tej najbardziej radykalnej odsłonie, czyli wtedy, gdy pokemony zdecydowanie za często korzystają z Shifta (stąd potoczna nazwa pisma pokemonów – „nerwica Shifta”), a także wykrzykników i pytajników, transformacji „sz” na „sh” czy zdrobnień, co nie ułatwia sprawy. Podobnie jest ze skrótami – trzeba się trochę natrudzić, żeby je zrozumieć. Choć z drugiej strony te podstawowe, jak wtf, lol czy omg, tak zakorzeniły się w języku Internetu, że każdy, kto uważa się za jego stałego bywalca, nie powinien mieć z nimi problemu.

Inglisz is izi!

Najbardziej dwuznaczna jest jednak kwestia użycia polskojęzycznych wyrażeń, które są modyfikowane pod wpływem języka angielskiego,
i odwrotnie – wyrażeń anglojęzycznych, które ulegają spolszczeniu
(np. sweetsłit). Z jednej strony należy się cieszyć, że młodzież tak dobrze posługuje się jednym z najpopularniejszych języków świata, ale z drugiej – można to interpretować jako chęć ukrycia braków w wiedzy na temat naszej mowy… Cóż, to smutne, kiedy ortografia nieprzestrzegana jest właśnie przez młodych ludzi, którzy powinni być fundamentem naszego kraju. Nauczyciele uczący języka polskiego dwoją się i troją, aby jak najlepiej przekazać swoją wiedzę na temat języka tylko po to, żeby uczniowie po powrocie do domu zasiedli przed komputerem i zapomnieli całkowicie o tym, czy dany wyraz pisze się przez „ż” czy „rz”.

Na ratunek w zrozumieniu internetowej nowomowy

Jeśli należycie do tej grupy osób, która nigdy nie rozumiała, nie rozumie
i nawet nie chce zrozumieć języka pokemonów, ale potrzebuje
go w konkretnym celu, nie musicie się martwić. Na ratunek przychodzi nam sprawca tego nietypowego zjawiska – może chce odkupić swoje winy? – czyli Internet. W sieci można znaleźć mnóstwo słowników, które działają jak ten znany wszystkim Google Translate. Po prostu wpisujemy frazę w języku polskim, którą chcemy przetłumaczyć (lub na odwrót), a translator wykona za nas całą pracę.

Lubisz czy nie, internauto, przyzwyczajaj się!

Mimo niewątpliwej popularności pisma pokemonów, nie wiadomo, w jakim celu ono powstało. Jednak do najwygodniejszych nie należy; nie oszukujmy się – ani nie jest to czytelne, ani ekonomiczne, bo napisanie krótkiego zdania w tym języku zajmuje o wiele więcej czasu, niż gdyby zrobiło
się to w normalny sposób. Jednakże jak to powiedział William Szekspir –
„Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło”.

I coosh, naleshy się z tym zgodzić, bowiem filozofowie na pewno o piśmie pokemonuw nie fantaziiowali!

 

 

Hack mowa – czym jest?

hackmowa

Autorki: Marta Gajewska, Angelika Gałka,
Natalia Jaćkiewicz, Dominika Kołodziej

 

„Granice mojego języka są granicami mojego świata” – Wittgenstein

 

W języku angielskim funkcjonuje pod nazwą 1337 5p34K i nie są to w żadnym wypadku współrzędne, jak można byłoby w pierwszej chwili pomyśleć.
Ten pozornie niepowiązany ze sobą zlepek cyfr i liter odpowiada nazwie
leet speak, znanej także jako hack mowa.

Jest to specyficzna odmiana języka funkcjonująca w Internecie.
Polega na używaniu cyfr i innych znaków klawiatury komputerowej,
w którym wykorzystuje się ich podobieństwo do znaków alfabetu
np. |<0(h4m Ci3 (czyli: kocham Cię). Chodzi tu o szybkie i łatwe porozumiewanie się.

Jednak dla osoby postronnej hack mowa wcale nie wygląda łatwo, albowiem jest to także swego rodzaju gra słów, polegająca na samym graniu. Każdy użytkownik hack mowy jest w tym wypadku graczem. Swoim udziałem potwierdza przynależność do grupy i fakt, iż akceptuje on panujące w niej zasady. Zatem ktoś nieznający tej odmiany języka zostaje z zabawy wykluczony. Leet speak jest mową elitarną. Leet speak à elite speak.

Wiele stron internetowych oferuje translatory hack mowy, choć można dokonywać przekładu samodzielnie, zamieniając znaki zgodnie z podaną niżej tabelą:

tabela

[Źródło: https://www.inversoft.com/blog/2014/05/28/leet-speak-filtering-methods/]

Początki hack mowy

Początki leet speak przypadają na lata osiemdziesiąte. W tych czasach tylko nieliczni wiedzieli jak posługiwać się tym slangiem. A zapoczątkowali
go hakerzy, którzy w obawie przed policją i cenzurą zaczęli zamieniać litery na cyfry. Na przykład A=4, E=3 etc. Wszystko dla zmylenia automatycznych wyszukiwarek słów.

Po tym, gdy użytkownicy gry Doom uzyskali łączność internetową, hack mowa znalazła szersze zastosowanie. Nagły przyrost graczy, którzy posługiwali się tym slangiem, spowodował jego nadużywanie.
Stał się on bardziej skomplikowany, a zarówno jego zapis, jak i odczyt zajmowały więcej czasu, co było denerwujące i niepraktyczne.

Dopiero po tym, jak w sierpniu 2000 roku ukazał się komiks „MegaTokyo”, którego bohaterowie używali leet speak, slang zyskał na popularności.
Od tego czasu zaczęły się pojawiać coraz nowsze i bardziej złożone jego odmiany. Leet speak ewoluuje niemalże każdego dnia wraz z przyrostem posługujących się nią internautów, a zasób słów wciąż się powiększa.

Cechy charakterystyczne

Jedną z najbardziej podstawowych cech hack mowy jest częste stosowanie akronimów. W tym slangu występuje mnogość skrótów pochodzących
od pierwszych liter wyrazów angielskich, ale nie tylko, na przykład AFK (Away From Keyboard), czy ZW (Zaraz Wracam), także LOL (Laughing Out Loud) oraz wiele, wiele innych.

Do innych cech tej odmiany języka w Internecie należy stosowanie ubezdźwięcznień. Stąd na przykład zapis „snof” zamiast „znów”. Występują również błędy ortograficzne, choć zapis odbiegający od normy
jest jak najbardziej celowy. Dobrze widać to na przykładzie wyrażenia „siem” oznaczającego „się”. Dodatkowo występują słowa takie jak flejmy” (ang. flame – płomień), co ma oznaczać „pyskówki”.

Ciemna strona Internetu – czyli do czego może prowadzić oralność wtórna

ORALNOSC

Autorki: Agata Buczek, Mirella Kuźma

 

Rozłam oralności

Ludzie od najdawniejszych czasów, by się porozumieć, stosowali różne środki komunikacji. Używali mimiki i gestów, aż w końcu zaczęli przekazywać treści w sposób ustny, czyli oralny. Treść zawarta jest
w słowach
. Ich ciągi tworzą tekst oralny, będący przekładem naszych myśli na dźwięk. Walter Ong określa to zjawisko jako oralność pierwotną, a obok niej wymienia oralność wtórną, która jest nowym tworem, opierającym się na nowoczesnych technologiach. Polega ona na przekształcaniu wyrażeń werbalnych z pomocą elektroniki (por. W. Ong, „Oralność i piśmienność”, Lublin 1992, s. 182).

Jak daleko sięga Internet

Możliwości komunikacyjne komputera okazały się wielkim krokiem
w rozwoju technologii. Jednym z zastosowań komputera w komunikowaniu się jest połączenie sieciowe. Internet to ogólnodostępna sieć komputerowa, mająca charakter otwarty i multimedialny. Korzystanie z niego jest dla nas codziennością. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2016 r. wynika, że 80,4% gospodarstw domowych ma dostęp do Internetu. Spełnia on nie tylko funkcję informacyjną, ale również jest przekaźnikiem, dzięki któremu ludzie mogą rozmawiać, spotykać się i dyskutować, a co za tym idzie nawiązywać relacje. Powstał nowy, wirtualny świat, nazywany w książce Herberta Marshalla McLuhana „The Gutenberg Galaxy” (Toronto 1962) globalną wioską. Umożliwia on człowiekowi funkcjonowanie w sferze, której nieistotne są bariery przestrzenne i czasowe.

Zła komunikacja

Jan Grzenia w swojej książce pt. „Komunikacja w Internecie” (Warszawa 2012) wymienia trzy typy internetowej komunikacji międzyludzkiej: typ konwersacyjny, zwany również czatowym, który związany jest z rodzajami rozmów internetowych, typ korespondencyjny, powiązany z listami elektronicznymi, między innymi z pocztą elektroniczną czy forami dyskusyjnymi, i jako trzeci, typ hipertekstowy, w którym znajdują się teksty ze stron WWW nienależące do dwóch wcześniej wymienionych typów. Zdaniem J. Grzeni, Internet jest medium mającym charakter narzędzia komunikacji. Umożliwia kontakt milionom osób w tym samym czasie. Prowadzimy blogi, udzielamy się na forach dyskusyjnych,
a wraz ze wzrostem popularności takiej komunikacji odbiorca tekstu staje się nadawcą bezpośredniej opinii czy krytyki. Jednak niektórzy nadawcy łamią normy kulturowe i społeczne w swoich wypowiedziach, czego oznaką tego jest agresja słowna i odrzucenie wzorców grzeczności językowej. Zjawisko
to nazywane jest hejtem, a osoby upowszechniające mowę nienawiści – hejterami. Nie jest to krytyka, bo przecież jej celem jest wpłynięcie
na opinię osoby krytykowanej: nie zgadzamy się z kimś, więc mu o tym mówimy, przywołujemy argumenty i dążymy do tego, by zmienił zdanie. Hejt to zniewaga, obelgi i wyzwiska kierowane w stronę innych internautów. Najczęściej dotyczy czyjegoś światopoglądu, wiąże się z obrazą wiary,
ma na celu zranienie drugiej osoby.

 Prawda o niewidzialności

Dlaczego tak się dzieje? Internet pozwala ludziom zachować anonimowość. Internauci są identyfikowani za pomocą tzw. nicków, dzięki którym przyjmują nową, wirtualną tożsamość. W takiej sytuacji niektóre osoby
są bardziej skłonne do nieprzestrzegania zasad grzeczności w sieci. Anonimowość leży u podstaw niskiego poziomu wielu wypowiedzi internetowych i sprzyja przekraczaniu norm grzecznościowych zachowań językowych. Choć „niewidzialność” ma też dobre strony, to może również prowadzić do skrzywdzenia drugiego człowieka.

 

 

Czy mogę to pożyczyć?

na bloga

 

Autorzy: Szymon Mański, Martyna Pinuszewska, Piotr Wolski, Kamil Wójcik

 

Według definicji zamieszczonej w Słowniku języka polskiego PWN zapożyczeniem jest ‘wyraz, związek wyrazowy lub struktura składniowa przejęte z języka obcego lub na nim wzorowane’. W języku używanym
w przestrzeni Internetu pożyczek jest obecnie bardzo dużo, a głównym
ich źródłem jest język angielski
ze względu na swój międzynarodowy charakter. Uczy się go większość młodych Polaków, którzy przeważają
w środowisku internetowym, więc dobrze przyjmuje się on w polskiej przestrzeni wirtualnej.  Ale czy to dobry znak? Czy nadużywanie zapożyczeń może prowadzić w przyszłości do zubożenia rodzimego słownictwa?

 

Dlaczego pożyczamy?

Jedną z przyczyn zapożyczania jest postęp technologiczny i potrzeba nazwania nowych przedmiotów czy zjawisk. Wpływ języka angielskiego sprawił, że nie odbywamy internetowej pogawędki, a czatujemy, komentarze wypełnione są hejtem, a na facebooku sypią się lajki. Ważna jest też moda. Mimo że w języku polskim istnieją odpowiednie słowa, to młodzież wybiera anglicyzmy, aby przypodobać się grupie. Z tego powodu w przestrzeni Internetu nie jest się sławnym, a ma się fejm. Na grunt wirtualny przenosi się też coraz szybsze tempo realnego życia. Ludzie mają coraz mniej czasu, stają się niecierpliwi, co znajduje odzwierciedlenie w dążeniu do ekonomizacji środków językowych. Widać to zwłaszcza w korespondencyjnym typie komunikacji internetowej, np. na czacie, gdzie użytkownicy często korzystają z form skróconych, wśród których znaleźć można również zapożyczenia,
np. THX ‘thanks’ (pol. dzięki), LOL ‘laughing out loud’ (pol. głośno wyśmiewając), IMO ‘in my opinion’ (pol. moim zdaniem).

 

Co dalej?

Wydaje się, że preferowanie zapożyczeń z języka angielskiego może
w wypadku niektórych użytkowników języka polskiego prowadzić
do zubożenia ich zasobu słownictwa. Według profesora Jerzego Bralczyka (http://gadzinowski.pl/komunikacja/jezyk-opisuje-nie-tylko-rzeczywistosc-ale-ja-tworzy-rozmowa-z-profesorem-jerzym-bralczykiem/) ekspansja angielszczyzny jest bardzo niebezpieczna dla języka polskiego, który nie ma na tyle silnej pozycji, aby oprzeć się wpływom obcego języka. Przyrostowi zapożyczeń sprzyja ciągły rozwój Internetu, a widocznym skutkiem pożyczania jest powiększanie się różnicy międzypokoleniowej. Wprawdzie slang internetowy ma na celu ukrycie pewnych treści przed niewtajemniczonymi, ale coraz częściej wykracza on poza wirtualną rzeczywistość, co sprawia, że przedstawiciele starszego pokolenia Polaków nie rozumieją przedstawicieli pokolenia młodszego.

Jak się wydaje, nie wszystko i nie w każdej sytuacji należy pożyczać. Nierzadko zapożyczenia z języków obcych przynoszą negatywne skutki, czasami jednak są potrzebne, np. do nazwania nowych zjawisk, które nie mają polskich nazw lub nazwy, które istnieją, są nieadekwatne. Dobrze jest pamiętać, że w wielu wypadkach ważniejsze jest nie to, czy słowo jest modne, lecz to, czy jest trafne. Wspomniany profesor Jerzy Bralczyk zwraca uwagę, że szukanie wyrazów bardziej ambitnych niż na przykład fail może być źródłem satysfakcji, ponadto służyć rozbudowie języka w wymiarze indywidualnym, jak i narodowym.